Search

Polak ( i nie tylko) głodny – Polak zły. Dlaczego?

Czy powinniśmy jeść od razu kiedy zgłodniejemy? Zalecenia dietetyczne mówią jasno: 4-5 posiłków dziennie, małymi porcjami, tak aby nie doprowadzać do dużych spadków poziomu cukru we krwi. Jedząc co 3 godziny trudno w zasadzie tak naprawdę poczuć głód. Oczywiście w ten sposób zapobiegamy napadom głodu, tak dobrze znanym tym, którzy nie jedzą nic cały dzień (“bo nie mam czasu”). A wieczorem….. hulaj dusza piekła nie ma!

A tak naprawdę kiedy powinniśmy jeść? Pisze o tym wspaniały prof. Vetulani:

” …sygnał głodu powinien wychodzić wtedy, kiedy spada poziom glukozy. I tak rzeczywiście jest u zwierząt roślinożernych. Jak poziom glukozy spada, taki koń czy krowa pochylają pysk na trawę i zaczynają jeść.”

A co z ludźmi?

“Natomiast zwierzęta mięsożerne i wszystkożerne, takie jak człowiek…muszą sobie to jedzenie jeszcze skombinować(…)Sygnał głodu przychodzi odpowiednio wcześniej, żebyśmy zdążyli jeszcze sobie zwierzynę upolować (…)

Pomijając kwestię polowania, to przecież zebranie jedzenia czy jego przygotowanie też kiedyś zajmowało dużo więcej czasu niż obecnie.

Aktualnie mamy już zaburzone mechanizmy odczuwania głodu i sytości, jesteśmy otoczeni nadmiarem pożywienia, nie zawsze umiemy odróżniać sygnały dochodzące z organizmu. Jemy nie tylko wtedy, kiedy fizjologicznie jest to konieczne – Jemy w towarzystwie, bo nam źle, bo chcemy coś uczcić itp. W efekcie spożywamy często za dużo

I jeszcze jeden cytat, który bardzo wiele wyjaśnia 🙂

Przez ten czas nasze zmysły będą wyostrzone, staniemy się też bardziej skłonni do zachować agresywnych – to po to, żeby lepiej nam się polowało”

Wiadomo już dlaczego nie należy wchodzić głodnym do sklepu?  Bo jesteśmy aktualnie nastawieni na opcję “poluj”:) Wyjaśnia się też dlaczego “Polak głodny – Polak zły”. Nie wiem jak u Was, ale u mnie się to sprawdza – jak jestem głodna lepiej się nie narażać, najlepiej nie podchodzić, no chyba że trzymając jako tarczę obronną coś dobrego do jedzenia 🙂  Polecam książkę prof. Vetulaniego “Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg” Kto zna profesora ten wie:), kto nie zna – musi poznać 🙂

Budda a zaburzenia odżywiania? Obsesja psychodietetyka:)

Znacie to? Śniadanie przygotowane dzień wcześniej i zjedzone w autobusie, bo z domu trzeba wyjść o nieludzkiej porze, później gonitwa, stres, ktoś nie przychodzi na umówione spotkanie, ktoś się spóźnia i rozbija Ci cały plan dnia. Komputer, telefony, ogólne wariactwo…..

A później wracasz do domu…

Cisza, spokój, nareszcie masz chwilę dla siebie. Krótka ale relaksująca kąpiel, pyszna kolacja, maseczka na twarzy, maska na włosach, można usiąść do ulubionej książki i pozwolić oczom odpocząć od komputera. Książka nie mająca nic wspólnego z Twoją pracą, ma przenieść Cię w zupełnie inny świat.

W moim konkretnym przypadku to Beata Pawlikowska przenosiła mnie w świat dżungli, do Malezji. Książki podróżnicze uwielbiam czytać i jest to ostatnie miejsce gdzie spodziewam się natknąć na zagadnienia związane z pracą. A tu nagle pada pytanie “Czy wiesz na co zmarł Budda?”….wiecie ?

Budda najpierw przestaje jeść i jest dumny ze swojego wyglądu…(lampka psychodietetyczna numer 1:)

20160210_095614

rezygnuje z głodówek, ale nie przeszły one bez echa – problemy z żołądkiem, zgaga..(oho!)

20160210_092628

aż pewnego dnia zjada troszkę za dużo…  i….

20160210_092652

Budda umiera z przejedzenia….(no tak…)

I tym sposobem tematyka zawodowa dopadła mnie w malezyjskiej dżungli 🙂

Często zdarza Wam się, że mimo, iż chcecie odciąć się od wszystkiego związanego z pracą o takie małe rzeczy i tak Wam o niej przypominają 🙂 ?

Grupy wsparcia – dobre czy może szkodliwe?

W mojej głowie narodziła się dzisiaj myśl –  założyć w gabinecie grupę wsparcia dla osób odchudzających się i/lub borykających się z zaburzeniami odżywiania.

Pomysł w fazie wstępnej już od dawna obijał się o moje komórki mózgowe ale dopiero dzisiaj postanowiłam zająć się konkretami. Pierwsza rzecz jaką można w tej sytuacji zrobić to oczywiście przeszukanie internetu, żeby rozejrzeć się co w trawie piszczy….i tak trafiłam na internetowe grupy wsparcia.

Ucieszyłam się, że jest ich całkiem sporo, przecież zrzucanie nadmiaru kilogramów to wyzwanie, zmiana wielu przyzwyczajeń, codziennych rytuałów, nauka nowych technik gotowania, inne zakupy,wprowadzenie aktywności….

Ale grupy wsparcia, które znalazłam wzbudziły mój niepokój. Oczywiście spotykam często pacjentów, którzy wypróbowali wszystkie możliwe diety, diety skrajnie restrykcyjne, nieracjonalne i mające przynieść błyskawiczne efekty, bez względu na koszty zdrowotne i późniejszy efekt jo-jo. Naiwnie liczyłam jednak , że natknę się na grupy wsparcia, które będą motywowały do racjonalnego zdrowego jedzenia, regularnej aktywności a uczestnicy będą wymieniali się zdrowymi i sprawdzonymi przepisami czy metodami na to, jak poradzić sobie w gorszych chwilach.

Zamiast tego większość grup wygląda następująco:

grupy wsparcia

Co o tym myślicie? Czy 7-10-15 kg w miesiąc to taki dobry pomysł i oznaka siły? Stosowaliście takie restrykcyjne diety? A może korzystaliście kiedyś z wsparcia w takich grupach internetowych?

Może moje pierwsze wrażenie jest mylne i trafiłam na tą mniej racjonalną stronę internetu?  Co sądzicie o samym pomyśle “rzeczywistej” grupy wsparcia, prowadzonej przez specjalistę, psychodietetyka?

MB