Search

Budda a zaburzenia odżywiania? Obsesja psychodietetyka:)

Znacie to? Śniadanie przygotowane dzień wcześniej i zjedzone w autobusie, bo z domu trzeba wyjść o nieludzkiej porze, później gonitwa, stres, ktoś nie przychodzi na umówione spotkanie, ktoś się spóźnia i rozbija Ci cały plan dnia. Komputer, telefony, ogólne wariactwo…..

A później wracasz do domu…

Cisza, spokój, nareszcie masz chwilę dla siebie. Krótka ale relaksująca kąpiel, pyszna kolacja, maseczka na twarzy, maska na włosach, można usiąść do ulubionej książki i pozwolić oczom odpocząć od komputera. Książka nie mająca nic wspólnego z Twoją pracą, ma przenieść Cię w zupełnie inny świat.

W moim konkretnym przypadku to Beata Pawlikowska przenosiła mnie w świat dżungli, do Malezji. Książki podróżnicze uwielbiam czytać i jest to ostatnie miejsce gdzie spodziewam się natknąć na zagadnienia związane z pracą. A tu nagle pada pytanie “Czy wiesz na co zmarł Budda?”….wiecie ?

Budda najpierw przestaje jeść i jest dumny ze swojego wyglądu…(lampka psychodietetyczna numer 1:)

20160210_095614

rezygnuje z głodówek, ale nie przeszły one bez echa – problemy z żołądkiem, zgaga..(oho!)

20160210_092628

aż pewnego dnia zjada troszkę za dużo…  i….

20160210_092652

Budda umiera z przejedzenia….(no tak…)

I tym sposobem tematyka zawodowa dopadła mnie w malezyjskiej dżungli 🙂

Często zdarza Wam się, że mimo, iż chcecie odciąć się od wszystkiego związanego z pracą o takie małe rzeczy i tak Wam o niej przypominają 🙂 ?

Grupy wsparcia – dobre czy może szkodliwe?

W mojej głowie narodziła się dzisiaj myśl –  założyć w gabinecie grupę wsparcia dla osób odchudzających się i/lub borykających się z zaburzeniami odżywiania.

Pomysł w fazie wstępnej już od dawna obijał się o moje komórki mózgowe ale dopiero dzisiaj postanowiłam zająć się konkretami. Pierwsza rzecz jaką można w tej sytuacji zrobić to oczywiście przeszukanie internetu, żeby rozejrzeć się co w trawie piszczy….i tak trafiłam na internetowe grupy wsparcia.

Ucieszyłam się, że jest ich całkiem sporo, przecież zrzucanie nadmiaru kilogramów to wyzwanie, zmiana wielu przyzwyczajeń, codziennych rytuałów, nauka nowych technik gotowania, inne zakupy,wprowadzenie aktywności….

Ale grupy wsparcia, które znalazłam wzbudziły mój niepokój. Oczywiście spotykam często pacjentów, którzy wypróbowali wszystkie możliwe diety, diety skrajnie restrykcyjne, nieracjonalne i mające przynieść błyskawiczne efekty, bez względu na koszty zdrowotne i późniejszy efekt jo-jo. Naiwnie liczyłam jednak , że natknę się na grupy wsparcia, które będą motywowały do racjonalnego zdrowego jedzenia, regularnej aktywności a uczestnicy będą wymieniali się zdrowymi i sprawdzonymi przepisami czy metodami na to, jak poradzić sobie w gorszych chwilach.

Zamiast tego większość grup wygląda następująco:

grupy wsparcia

Co o tym myślicie? Czy 7-10-15 kg w miesiąc to taki dobry pomysł i oznaka siły? Stosowaliście takie restrykcyjne diety? A może korzystaliście kiedyś z wsparcia w takich grupach internetowych?

Może moje pierwsze wrażenie jest mylne i trafiłam na tą mniej racjonalną stronę internetu?  Co sądzicie o samym pomyśle “rzeczywistej” grupy wsparcia, prowadzonej przez specjalistę, psychodietetyka?

MB